Szukaj na stronie

Logowanie



Podziel się!



Hannover 1-5.V.2011 r. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Sebastian Kurowski   
poniedziałek, 09 maja 2011 00:00

Targi CeMAT w Hanowerze

Członkowie naszego Koła byli we wszystkich większych ośrodkach akademickich w naszym kraju. Odwiedziliśmy przy okazji konferencji m.in. Warszawę, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Łódź, Szczecin – mieliśmy okazję płynąć promem do Karlskrony, jednak w maju tego roku nastąpił kolejny przełomowy moment w historii TILOGu. Po raz pierwszy wyjechaliśmy poza granice kraju – do niemieckiego Hanoweru!

W niedzielę 1 maja na krakowskim Regionalnym Dworcu Autobusowym kilkadziesiąt minut przed odjazdem naszego autobusu zebraliśmy się wszyscy, spakowani, zwarci i gotowi do pierwszego międzynarodowego wyjazdu na targi – i to nie byle jakie – firmy związane z logistyką spotkają się tam na odbywającej się co 3 lata najważniejszej międzynarodowej wystawie branżowej - targach CeMAT w Hanowerze.

Do autobusu wsiedli oprócz naszej Pani Opiekun Magdaleny Stańczak – Strząski także Ania, Malwina, oraz męska część ekipy czyli: Marcin, Piotrek, Sebastian, Marek, Mateusz i Michał. Na autostradzie A4 w kierunku Śląska minęliśmy się z grupą ciężarówek, w której jednym z kierowców był nasz kolega z Koła – Karol, który miał do nas dołączyć już w samym Hanowerze. Niestety jak się później okazało, jeden z kierowców nie zabrał swojej karty kierowcy i nie mógł zmienić Karola.

Podróż minęła w bardzo miłej atmosferze, dojechaliśmy na miejsce skoro świt wzbudzając zainteresowanie miejscowych taksówkarzy, którzy pytali czy przyjechaliśmy do pracy (1 maja Niemcy otworzyły rynek pracy dla Polaków). Jak każe tradycja wycieczek szkolnych, jednym z pierwszych punktów wycieczki była wizyta w Mac’u. Po porannej kawie udaliśmy się w poszukiwaniu naszego lokum, które okazało się być nie za daleko od centrum (kilka przystanków tramwajem), a przy okazji w bardzo zacisznym miejscu – z dala od ulicy, wśród drzew i zieleni.

Już bez bagaży mogliśmy się spokojnie udać w stronę hal targów. O tym, że jedziemy dobrym tramwajem świadczyła coraz większa ilość panów w garniturach, z różnymi gadżetami firmowymi, oraz eleganckich pań. Nie było problemów z wyjściem na dobrym przystanku, ponieważ po pierwsze był to przystanek końcowy na małej pętli przy targach, a po drugie wszyscy wymienini wyżej drogo ubrani panowie również tam wysiedli.

Zakup biletów poszedł nam bardzo sprawnie, nie było żadnych zastrzeżeń co do naszych polskich legitymacji. Same targi zrobiły na nas ogromne wrażenie. Kilku z nas miało wcześniej okazję być na podobnych targach w Kielcach czy Sosnowcu. Jednak CeMAT jest wiele razy większy od wspomnianych targów. Na poprzednią edycję imprezy w roku 2008 przyjechało niemal 1100 wystawców z 35 krajów oraz 60 000 zwiedzających z całego świata. Pośród wystawców było aż 45% firm zagranicznych; jeśli chodzi o gości targów, to 35% z nich przyjechało spoza Niemiec. Celem tego międzynarodowego wydarzenia jest prezentacja premierowych innowacji technologicznych szerokiemu gronu zainteresowanych odbiorców.

W momencie pisania tej relacji już wiemy, że targi w tym roku ponownie odwiedziło blisko 60 000 gości z całego świata, w tym spora grupa klientów przybyłych z Polski. Ofertę produktów z obszaru logistyki magazynowej zaprezentowały w Niemczech 1084 firmy z 38 państw, około połowa z nich była spoza Niemiec.

Podczas zwiedzania targów postanowiliśmy się podzielić, żeby każdy mógł spokojnie oglądać to co go interesuje, jednak aby się nie pogubić wspólnie przechodziliśmy między halami, dając sobie określony czas na zwiedzanie kolejnych hal, oprócz których do oglądnięcia był także bardzo duży teren nie przykryty, na którym stały m.in. wózki widłowe i większe dźwigi. Przy jednym z takich stoisk został zorganizowany z wielkim rozmachem konkurs – loteria, w której poszczęściło się aż trojgu z nas. Nagrody wygrali pani Magdalena, oraz Marcin z Michałem. Po kilku godzinach zwiedzania, pełni wrażeń i z zajętymi rękami torbami z gadżetami opuściliśmy teren targów z westchnieniem patrząc na reklamy targów CeMAT w Rosji czy Dubaju. Kolejnym celem było znalezienie czegoś dobrego i taniego do jedzenia.

Przechodząc koło Pizza Hut zobaczyliśmy plakat, reklamujący poniedziałek jako dzień w którym od godz. 17.00 restauracja jest zamknięta dla zwykłych klientów, a za określoną kwotę można wejść do środka i jeść pizzy ile się tylko chce. Ponieważ nasze brzuchy świeciły pustkami zdecydowaliśmy się odczekać jeszcze do 17 i wrócić do tego miejsca później. Rozgościliśmy się w pokojach, wypróbowaliśmy na boisku przed hostelem gadżety z targów – takie jak bumerang, piłka czy też latające dyski. Po rozruchu można było spokojnie się udać na kolację i ustanawiać nowe rekordy w ilości zjedzonych kawałków pizzy.

Drugi dzień u naszych zachodnich sąsiadów poświęciliśmy na zwiedzanie pobliskich Hanowerowi miast – Bremy i Wolfsburga. Niemieckie koleje mają bardzo fajne promocje, gdzie 5 osobowa grupa może kupić specjalny bilet na dany land, na którym można jeździć regionalnymi pociągami, oraz komunikacją miejską we wszystkich miastach w obrębie landu. Za ok. 30zł mogliśmy przejechać dość długie odcinki dzielące te miasta – i to w jakich warunkach... Słynne są w Polsce niemieckie autostrady, ale różnica w stanie pociągów i infrastruktury kolejowej jest na podobnym poziomie. Zwiedzanie Bremy ograniczyło się do przejścia przez zabytkowe centrum, po bulwarach nad rzeką Wezerą. Pomimo, że z Bremy nad Morze Północne jest jeszcze ok. 60km to na każdym kroku daje się odczuć, że jest to miasto portowe i widać historyczny wpływ Hanzy.

Po ok. 2 godzinach jazdy i szybkiej przesiadce w Hanowerze byliśmy już w pociągu do Wolfsburga, gdzie naszym celem było zwiedzenie muzeum Volkswagena. Również ta sztuka się nam udała, a że po drodze do muzeum minęliśmy oznaczenia prowadzące na nowy stadion, którego nazwa oczywiście jest związana z Volkswagenem, odwiedziliśmy również stadion – szczęście nam dopisało, ponieważ była otwarta brama wjazdowa dla piłkarzy opuszczających teren stadionu swoimi Volkswagenami Tauregami. W ogóle w całym Wolfsburgu widać na każdym kroku loga VW i wielki wpływ jaki na to miasto mają mieszczące się tutaj fabryki. Spodziewaliśmy się także, że co najmniej 90% samochodów będzie tej marki, ale tutaj było spore zdziwienie, ponieważ nie dało się zauważyć jakoś specjalnie większej liczby tych samochodów na ulicach. W drodze powrotnej do Hanoweru zamarzyliśmy o grillu w okolicy hostelu, jednak co za dużo dobrego to nie zdrowo jak to mówią i niestety po przyjściu pierwszej części naszej grupy, która miała poprosić w recepcji o grilla okazało się, że już wszystko jest pozamykane. Musieliśmy obejść się smakiem i integrować w hostelowym pokoju.

Ostatni dzień poświęciliśmy na zwiedzanie samego Hanoweru. Po zostawieniu bagaży w przechowalni udaliśmy się na przejażdżkę tramwajem (korzystając z grupowych dziennych biletów) po to, żeby zabić trochu czasu, ponieważ niestety była deszczowa pogoda. Na szczęście po przybyciu do wielkiego parku miejskiego zaczęło wychodzić słońce i po parunastu minutach po deszczu nie było większego śladu. Jak się mówi, podróże kształcą, ale i bardzo męczą – dlatego w tym dniu poświęciliśmy go głównie na odpoczynek, korzystając z ogromu zielonych terenów w Hanowerze. Wieczorem po raz kolejny okazało się, że piłki z targów się nam bardzo przydały – dzięki nim umililiśmy sobie czas oczekiwania na spóźniony autobus powrotny. A jako, że autobus przyjechał po nas opóźniony, to oczywiście po drodze trafiliśmy na kontrolę Służby Celnej, Straży Granicznej, oraz ok. 30 minutową kontrolę Inspekcji Transportu Drogowego. Szczęśliwie, w punkcie przesiadkowym w Gliwicach czekał na nas autobus bezpośrednio do Krakowa, dzięki czemu nie musieliśmy ponownie zwiedzać wszystkich śląskich miast i koniec końców tylko z lekkim opóźniemiem dotarliśmy do Krakowa, co uszczęśliwiło naszych ponownych maturzystów – Malwinę i Marka, którzy mieli trochu czasu żeby dotrzeć do swoich szkół i napisać egzamin.

Wielkie podziękowania dla Ani i Michała, którzy zajęli się organizacją tej wycieczki, oraz dla Pani Magdaleny Stańczak-Strząski, która się nami opiekowała i pilnowała wszystkich, aby nic się nam złego nie stało. Mamy nadzieję, że nie jest to ostatnia wspólna kilkudniowa wyprawa i nie ostatnia zagraniczna.

Jesteśmy również bardzo wdzięczni Władzom Wydziału za wsparcie finansowe, dzięki któremu pomimo skromnych studenckich portfeli byliśmy w stanie wyjechać na targi CeMAT!

 

ZOBACZ ZDJĘCIA