TILOG on Tour 2012 Drukuj
Wpisany przez Michał Mazur   
piątek, 03 sierpnia 2012 05:49

 

Zeszłorocznym wyjazdem na targi CeMAT do Hannoveru nasze Koło Naukowe zainaugurowało cykl wyjazdów zagranicznych „TILOG ON TOUR”. Wkrótce po powrocie stamtąd wpadłem na pomysł organizacji następnego wyjazdu. Inspiracją tym razem stał się wyjazd naszych kolegów z koła naukowego AE Logic z Poznania. My (członkowie Koła Naukowe Logistyki TILOG) również postanowiliśmy starać się o stypendium na wyjazd udzielane przez Niemiecką Centralę Wymiany Akademickiej. Celem wyjazdu naukowego było odwiedzenie firm z branży TSL oraz technicznych uczelni wyższych – zobaczenie tego, co w Polsce zobaczyć byłoby trudno. Wraz z Karolem już w czerwcu zaczęliśmy planować naszą trasę próbując urozmaicić ją wszelkiej maści logistycznymi, transportowymi i produkcyjnymi obiektami. Chcieliśmy przejechać jak największą część tego pięknego kraju. Szybko okazało się, że nasze plany są bardzo śmiałe – zaplanowaliśmy przejazd między południem, a północą Niemiec (od Monachium do Hamburga), po drodze zahaczając o Frankfurt. W ostatecznej wersji podróż nasza miała zakończyć się nieopodal granicy z Polską, w Lipsku.

 

Dzięki pomocy Pani Opiekun Koła Naukowego mgr inż. Magdalenie Stańczak-Strząskiej  oraz kolegom Karolowi Kubasowi i Grześkowi Amirowiczowi udało nam się złożyć wniosek i uzyskać stypendium. Nadszedł czas wyjazdu. We wtorek 10 kwietnia wszyscy stawiliśmy się na krakowskim dworcu RDA w oczekiwaniu na autobus Sindbada, który miał nas zawieźć do Monachium. 16 godzinna podróż nie dłużyła nam się zbytnia, upłynęła na grze w karty, żartach i opowieściach. W tej części podróży poznaliśmy Panią Asię – pilotkę naszego autobusu dbającą starannie przez cały czas o nasze bezpieczeństwo i porządek w pojeździe.

 

Zaraz po przyjeździe do Monachium we środę 11 kwietnia przewodnictwo wycieczki objął Grzesiek, który zaprowadził nas do hostelu. Hostel ten jednogłośnie został potem uznany za najlepszy na całym wyjeździe (w końcu jeśli śniadania pilnuje sobowtór Jean-Claude Van Damme’a, to nie sposób nie poczuć się wyjątkowo). Jeszcze tego samego dnia wyruszyliśmy na zwiedzanie Monachium. Choć miasto bardzo nam się spodobało, to spacerowaniu nie bardzo sprzyjała pogoda. Wynikiem tego spaceru było jednak nowe niemieckie słowo  „absteigen” – choć zostało wypowiedziane przez monachijskich policjantów do naszych kolegów, aby Ci zeszli im z drogi, to potem było przez nas używane we wszystkich możliwych sytuacjach, niezależnie od prawidłowego znaczenia.

Tego samego dnia odwiedziliśmy też pierwszą uczelnię. Na Uniwersytecie Technicznym w Monachium przyjął nas Pan Michael Wölfle. Mieliśmy okazję zobaczyć najnowsze rozwiązania w dziedzinie RFID. Dowiedzieliśmy się, jakie technologia ta stawia na dzień dzisiejszy ograniczenia ze względu na materiał wykonania towarów i umiejscowienie na nich tagów RFID. Tego samego dnia udaliśmy się na dalsze zwiedzanie miasta, które bardzo nam się spodobało.

Czwartek 12 kwietnia rozpoczęliśmy od zwiedzania pierwszej z serii fabryk znanych marek samochodów niemieckich. Oczywiście w Monachium było to BMW (w tym mieście  znajduje się siedziba koncernu). Szaleństwo rozpoczęło się już w momencie wejścia do tzw. BMW Welt – miejsca, w którym wystawiane są najnowsze modele samochodów. Można je oglądać zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. My jednak udaliśmy się najpierw na wycieczkę po zakładzie. Mieliśmy okazję prześledzić całą linię montażową kilku modeli, włącznie z linią montażu silników. Po zwiedzaniu zostaliśmy jeszcze chwilę, aby móc dokładnie przyglądnąć się wszystkim samochodom w BMW Welt. Goniący nas jednak czas sprawił, że wkrótce musieliśmy opuścić ten obiekt i udać się na Allianz Arenę.

Dla każdego, kto choć trochę interesuje się piłką nożną, ten stadion jest punktem obowiązkowym w trakcie pobytu w Monachium. My zwiedzaliśmy go od wewnątrz. Co prawda nie dane było nam dotknąć murawy, niemniej jednak zasiedliśmy na trybunach i w pokoju konferencyjnym, oglądaliśmy także szatnie i materiał, dzięki któremu stadion może świecić się w trzech kolorach – klubowych barw Bayernu Monachium, FC Munich 1896 i reprezentacji Niemiec.

Kolejny dzień, piątek 13 kwietnia to całodzienna wycieczka do Ingolstadt. Miasto to jest głównie znane z siedziby i fabryki koncernu Audi. Podczas jej zwiedzania zobaczyliśmy nie tylko kolejną linię produkcyjną, ale też dowiedzieliśmy się, jak funkcjonują procesy logistyczne w takim zakładzie. Następnym punktem naszego programu był uniwersytet „University of Applied Science”. Odwiedziliśmy tam zespół CARISSMA. Naukowcy w ramach tego projektu zajmują się bezpieczeństwem w ruchu drogowym.

Ostatni dzień w Monachium, czyli 14 kwietnia, to znowuż wyprawa pod miasto. Tym razem wybraliśmy się, aby zwiedzić znany bawarski browar Erdinger. Poza poznaniem procesu warzenia piwa, sposobu jego składowania i butelkowania, mieliśmy okazję zobaczyć również nowoczesny magazyn wraz z układnicą.  Po wszystkim uraczyliśmy się wspaniałym bawarskim piwa, zajadając go niemieckimi wurstami – chyba najlepszymi, jakie mieliśmy okazję spróbować w trakcie całego wyjazdu.

Mimo, że następny dzień, czyli niedziela 15 kwietnia nie był wypełniony zwiedzaniem żadnego zakładu, ani odwiedzinami jakiejkolwiek uczelni, wzbudzał on w nas bardzo duże zainteresowanie. Po raz pierwszy mieliśmy jechać kolejami dużych prędkości – niemiecki ICE na trasie z Monachium do Frankfurtu. Mieliśmy przyjemność przejechać się tym składem aż 300 km/h. Po przyjeździe do hostelu ruszyliśmy w miasto, które bardzo przypadło nam do gustu. Co prawda trudno znaleźć tam zabytkowe budynki, jest za to sporo drapaczy chmur – nowocześnie i światowo.

Poniedziałek, 16 kwietnia była dla nas bardzo pracowitym dniem – wycieczkę rozpoczęliśmy od zwiedzania jednego z największych lotnisk na świecie – Frankfurt Airport – mieliśmy okazję zobaczyć m.in. Airbusy A380, Boeingi 747-400, a nawet najnowszego Boeinga 787 Dreamlinera japońskich linii ANA. Poznaliśmy także z bliska całą infrastrukturę lotniskową. Następnym punktem programu był hub firmy Schenker, mieszczący się w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska. Hub wyróżnia się tym, że przechodzą przez niego nie tylko towary, importowane i eksportowane na cały świat za pomocą samolotów, ale również znajduje się tutaj magazyn części Airbusa. Schenker zapewnia dostarczenie tych części w Europie minimalizując czas przestoju maszyn uziemionych przez różnego rodzaju awarie.

Ostatnim punktem programu były odwiedziny na University of Applied Science we Frankfurcie – uczelni partnerskiej naszej Politechniki Krakowskiej – mieliśmy okazję wysłuchać tam ciekawej prezentacji na temat programu House of Logistics and Mobility, w ramach którego władze miasta, uczelnie i firmy prowadzą projekty związane z mobilnością na jego terenie.

Nie dane było nam długo zabawić we Frankfurcie, już we wtorek 17 kwietnia znowu znaleźliśmy się w hali frankfurckiego dworca, aby znowuż za pomocą ICE przedostać się do Hamburga. Podróż była szybka i jak to zwykle w pociągach tak wysokiej klasy – bardzo wygodna. Niemal od razu po przyjeździe udaliśmy się do starej dzielnic portowej, gdzie znajduje się Kühne Logistics University. Spotkaliśmy się tam z prof. Rodem Franklinem, który przedstawił nam swoje bardzo ciekawe poglądy na rozwój logistyki w przyszłości.

Środa 18 kwietnia to całodzienna wyprawa na zwiedzanie tego, co prawdziwy transportowiec w Hamburgu zobaczyć musi – portu. Wycieczkę rozpoczęliśmy od terminalu CTA Altenwerder – jednego z największych w porcie. Spore wrażenie zrobiły na nas pojazdy, które samodzielnie transportowały kontenery pomiędzy suwnicami, a polami odkładczymi. Nie mogliśmy wyjść z podziwu, że nie potrzeba im ingerencji człowieka, aby chociażby się nie zderzać! Kolejnym punktem była firma Polzug, gdzie rozmawialiśmy o transporcie kontenerów z portu w Hamburgu do Polski i dalej na wschód. Okazuje się, że Gdańsk staje się pod tym względem sporą konkurencją! Następnie udaliśmy się do terminalu BUSS Hansa, gdzie rozładowywane są masowce. Na samym końcu pojechaliśmy do Maschen – znajduje się tam największa stacja rozrządowa w całych Niemczech – obsługująca m.in. ruch kontenerów wjeżdżających i wyjeżdżających z portu – było na co popatrzeć!

Ostatni dzień w Hamburgu (czwartek 19 kwietnia) spędziliśmy znowu na lotnisku. Tym razem jednak nie było to typowe lotnisko, a teren fabryki Airbusa w Finenwerder. Zwiedziliśmy tam linię montażową rodziny Airbus 320. Mieliśmy również okazję zobaczyć ogromną Belugę – samolot przystosowany do przewozu części pomiędzy fabrykami producenta. Po zwiedzaniu wróciliśmy tramwajem wodnym do centrum, część z nas postanowiła zwiedzić miasto, spora grupa wybrała się jednak na zwiedzanie największej na świecie makiety kolejowej. Zrobiła na nas ogromne wrażenie – najchętniej zostalibyśmy tam sterując całym tym układem. Wieczorem znowuż pociągiem ICE udaliśmy się do Lipska.

Piątek 20 kwietnia rozpoczęliśmy od wizyty w firmie DHL, która w miejscowości Schkeuditz, nieopodal Lipska ma swój EuroHub. Na całym świecie takich hubów jest zaledwie kilka. Ruch lotniczy jest tam tak duży, że DHL na wyłączność użytkuje tam jeden z pasów lipskiego lotniska. Co prawda sortownia nie działała w dzień, niemniej jednak zrobiła na nas spore wrażenie. Kolejnym punktem programu tego dnia były odwiedziny na Uniwersytecie Technicznym w Lipsku, gdzie po raz kolejny mieliśmy okazję rozmawiać o technologii RFID.

Ostatnim dniem w Niemczech była sobota, 21 kwietnia, kiedy to pojechaliśmy do Drezna. Byliśmy tam umówieni na zwiedzanie manufaktury VW Phaetona (tzw. Szklana Manufaktura). Jest ona bardzo charakterystyczna, ponieważ zdecydowana większość (ponad 100) procesów jest wykonywanych ręcznie (za pomocą narzędzi elektrycznych), a jedynie 4 są wykonywane przez roboty. Jest to powodem tego, że dziennie produkuje się tu zaledwie 56 samochodów, podczas gdy w fabrykach Audi i BMW liczby te były co najmniej 20 razy większe. Ostatnim punktem programu było oczywiście oglądnięcie Phaetona i możliwość znalezienia się za jego kierownicą – z żalem, że nie mamy więcej czasu, opuszczaliśmy to miejsce, aby skierować się jeszcze raz w stronę Lipska.

Niedziela, 21 kwietnia to czas powrotu do domu, który zajął nam prawie cały dzień. Na dworcu głównym w Krakowie znaleźliśmy się krótko przed godziną 23. Miasto przywitało nas deszczem – kolejny powód, dla którego chętnie zostalibyśmy jeszcze w Niemczech – w końcu tyle tam jeszcze jest do zobaczenia!

Kończąc tą relację dziękuję bardzo Niemieckiej Centrali Wymiany Zagranicznej oraz władzom Politechniki Krakowskiej za wsparcie finansowe i organizacyjne naszego wyjazdu.  Dziękuję serdecznie Pani Opiekun Koła Naukowego TILOG mgr. inż. Magdalenie Stańczak-Strząskiej, bez której wsparcia, rad i pomocy to przedsięwzięcie nie mogłoby się udać. Dziękuję Karolowi Kubasowi i Grzegorzowi Amirowiczowi  - kolegom, współautorom wyjazdu, dzięki których kilkumiesięcznej pracy byłem w stanie go zorganizować.

Poprawiony: czwartek, 20 września 2012 18:23